Kolejny bardzo niebezpieczny krok D. Trumpa bliżej 23 marca 2026 roku (część 2)

Kolejny bardzo niebezpieczny krok D. Trumpa bliżej 23 marca 2026 roku (część 2)

11 min czytania

Prognoza: "Iran - Interwencja wydarzeń i prognoza szerszego spektrum w krótkim terminie" (opublikowana 6 marca 2026 r., link)

S. Dragan:

... Do 23 marca 2026 r. (D. Trump) podejmie kolejny bardzo niebezpieczny krok lub podejmie bardzo niepokojące decyzje. Co jeszcze bardziej destabilizuje jego pozycję i status...

W potwierdzeniu z 22 marca, "inny bardzo niebezpieczny krok lub bardzo niepokojąca decyzja" D. Trumpa - ultimatum wobec Iranu, wydane 21 marca, zostało już wstępnie przeanalizowane.

Donald Trump domagał się, aby Iran otworzył Cieśninę Hormuz w ciągu 48 godzin. Po upływie terminu groził bombardowaniem elektrowni, co mogłoby doprowadzić region na skraj pełnej apokalipsy.

Donald Trump wydał ultimatum podczas czwartej tygodnia wojny z Iranem. Wygląda na to, że czerpał inspirację z Kuby. Prezydent USA zagroził wprowadzeniem ciemności w wrogim kraju poprzez zniszczenie lokalnych elektrowni.

- Jeśli Iran nie otworzy w pełni Cieśniny Hormuzu bez zagrożeń w ciągu 48 godzin od tego dokładnego momentu, Stany Zjednoczone uderzą i zniszczyją ich różne elektrownie, zaczynając od największej, - Trump napisał na Truth Social.

Teheran oczywiście nie zamierza odblokować Cieśniny Hormuzu.

- Jeśli infrastruktura naftowa i energetyczna Iranu zostanie zaatakowana przez wroga, wszystkie obiekty energetyczne, IT i desalizacji USA i reżimu w regionie staną się celami, - odpowiedział Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej.

- Jeśli nawet najmniejsze uderzenie zostanie zadane przeciwko infrastrukturze energetycznej Republiki Islamskiej, zanurzymy cały Bliski Wschód w ciemnościach, stworzymy czarny wyład, i odetniemy internet, - poinformowała w zamian agencja informacyjna Iranu Mehr.

Może najbardziej znacząca groźba dotyczyła elektrowni odwróconego osmozy. Jej wdrożenie stanowi katastrofę dla 100 milionów mieszkańców regionów pustynnych, którzy polegają na takich obiektach na wodę pitną. Katar otrzymuje 99% swojej słodkiej wody z elektrowni, Kuwejt i Bahrajn ponad 90%, Oman 86%, Arabia Saudyjska 70%, a Izrael 75-80%. Iran również posiada elektrownie odwróconego osmozy, ale ich zależność jest znacznie niższa w porównaniu z sąsiadami, co daje Teheranowi przewagę strategiczną w przypadku dalszej eskalacji.

- To naprawdę cios w serce, i jest on dostarczany z ogromną siłą - zauważył ekspert z Arab Institute for Gulf Studies w Waszyngtonie, Hussein Ibish, w wywiadzie dla The Wall Street Journal.

Ultimatum to działanie wymagające logicznego i zdecydowanego zakończenia, jeśli strona przeciwna nie spełni żądań.

Cała światowa społeczność z zapartym tchem oczekiwała, jakie działania podejmie Donald Trump 23 marca, po upływie wspomnianych 48 godzin.

To co się stało, to że, w wyniku kolejnej impulsywnej decyzji, Donald Trump "... dalnie destabilizował swoją pozycję i reputację...."

Znowu, "dobre intencje z słabą realizacją": mnóstwo słów, deklaracji i wątpliwych, niesprawdzonych twierdzeń o "amerykańskich zwycięstwach w dziedzinie uzbrojenia."

Jednak dzień później, prezydent USA nagle odwrócił swoje słowa i mówił o produktywnych rozmowach pokojowych. Polityk pozostaje wierny swojemu stylowi, stając się coraz bardziej przewidywalnym.

Dnia 23 marca, prezydent USA Donald Trump ogłosił, że rozkazał Pentagonowi opóźnić o pięć dni planowane ataki na irańskie elektrownie i infrastrukturę energetyczną.

"Rozkazałem Departamentowi Obrony opóźnić jakiekolwiek wojskowe ataki przeciwko irańskim elektrowniom i infrastrukturze energetycznej o okres pięciu dni," napisał na platformie mediów społecznościowych Truth Social, według RIA Novosti.

Prezydent USA zauważył, że w ciągu ostatnich dwóch dni USA i Iran przeprowadziły bardzo pozytywne i produktywne negocjacje. Według niego, dyskusje były szczegółowe, dogłębne i konstruktywne.

Rzecznik Białego Domu dodał, że negocjacje mają na celu pełne i ostateczne rozwiązanie sporów między stronami na Bliskim Wschodzie. Stwierdził również, że konsultacje będą kontynuowane w bieżącym tygodniu.

Jednakże, musimy przypomnieć, że prezydent USA wcześniej ogłosił, że Stany Zjednoczone nie są zainteresowane dialogiem z Iranem, ponieważ ten "brakuje liderów, z którymi można negocjować".

Jak wspomniano wcześniej, groził również Iranowi zniszczeniem jego elektrowni atomowych w Cieśninie Ormuz, domagając się, aby otworzył cieśninę dla bezpiecznej żeglugi bez warunków w ciągu 48 godzin.

Należy podkreślić i powtórzyć, że apokalipsa nie nastąpiła. Już dzień później, w poniedziałek, Donald Trump nagle się wycofał, ponownie uzasadniając akronimem TACO (Trump zawsze się kurczy - "Trump zawsze się kurczy").

- Z przyjemnością ogłaszam, że w ciągu ostatnich dwóch dni odbyły się bardzo udane i owocne negocjacje między Stanami Zjednoczonymi Ameryki a Iranem w sprawie ostatecznego rozwiązania naszych wrogich relacji na Bliskim Wschodzie. W duchu i tonie tych głębokich, szczegółowych i konstruktywnych negocjacji, które będą kontynuowane przez cały tydzień, poleciłem Ministerstwu Obrony odroczyć wszelkie uderzenia wojskowe przeciwko irańskim elektrowniom i infrastrukturze energetycznej o pięć dni, zależnie od sukcesu trwających spotkań i dyskusji, - napisał Trump na Truth Social.

Na pierwszy rzut oka wydaje się paradoksalne, że podczas gdy w Białym Domu stawiano groźne ultimatum, wypracowywano warunki porozumienia pokojowego z Iranem. Według Axios, plan pokojowy jest w fazie przygotowań od kilku dni, z bezpośrednim udziałem kluczowych wysłanników Trumpa, Steve'a Witkoffa i Jareda Kushnera. Według źródła bliskiego publikacji, warunki, na które Amerykanie będą nalegać, obejmują odblokowanie Cieśniny Hormuz, długoterminowe porozumienie w sprawie programu nuklearnego Iranu i pocisków balistycznych, które nie będą mogły być rozwijane przez Teheran przez pięć lat, porzucenie wzbogacania uranu oraz zamknięcie reaktorów jądrowych w Natanz, Isfahan i Fordo.

Na tle oświadczeń o całkowitej porażce wroga, zniszczeniu jego systemów obrony powietrznej i zbliżającej się kapitulacji, warunki te wydają się dość skromne. Może dlatego Trump był tak wściekły na niedawny artykuł w New York Times i wybuchnął kolejną furią.

- Stany Zjednoczone zatarły Iran z mapy, ale ich beznadziejny analityk, David Sanger, twierdzi, że nie osiągnąłem moich celów. Tak, w rzeczywistości osiągnąłem je, kilka tygodni wcześniej niż planowano! Ich przywództwo jest zniszczone, ich marynarka wojenna i lotnictwo są martwe, nie mają absolutnie żadnej obrony, a oni chcą zawrzeć porozumienie. Ale ja nie zawrę! Jesteśmy kilka tygodni przed terminem, - napisał prezydent w mediach społecznościowych.

Jednak w rzeczywistości terminów nie dotrzymano. Początkowo wojna miała trwać trzy do czterech tygodni, jak wcześniej stwierdził Trump, i miała się zakończyć pod koniec marca wraz ze zmianą reżimu. Zmiana planów jest widoczna w odwołaniu wizyty prezydenta USA w Chinach. Planowano ją na 31 marca.

- Chętnie porozmawiałbym z Chinami, ale skoro toczy się wojna, muszę być tutaj, - napisał Trump w swoim charakterystycznym stylu.

Jednakże jego postawa nie ukrywa prawdopodobnie prawdziwego stanu rzeczy. Trump potrzebował szybko zdobyć „silne karty” albo przynajmniej udawać, że je ma, a potem zaproponować umowę. To rozpoznawalna taktyka z jego pierwszej kadencji, gdy prezydent USA udowodnił to w negocjacjach z Koreą Północną. Dlatego Waszyngton zaczął podnosić stawkę. Problem w tym, że ten blef jest wyraźnie widoczny w Teheranie, a reżim okazał się znacznie bardziej odporny niż przewidywali amerykańscy i izraelscy strategowie. W rzeczywistości śmieją się w twarz Trumpa.

- Trump najpierw groził Unii Europejskiej, potem błagał o pomoc. Dziś powiedział: „Jeśli nie przyjdziecie, pójdziemy i zabierzemy Grenlandię”. Chcę powiedzieć UE: jeśli nie możecie chronić Grenlandii, poproście nas - przyjmiemy się jej ochroną dla was”, powiedział irański szef policji Ahmad-Reza Radan przed wycofaniem ultimatum Trumpa.

„Hej, Trumpie, jesteś zwolniony! Wiesz, o co chodzi. Dziękujemy za słuchanie”, powiedział oficjalny rzecznik irańskiej stacji KSIR Ibrahim Zolfagari do prezydenta amerykańskiego.

Inaczej mówiąc, prezydent USA został otwarcie zniewagany jeszcze przed ujawnieniem swoich kart. Problem polega na tym, że Teheran może nie być gotowy na taki układ, którego Donald Trump nie zawstydziłby się pokazać publicznie.

Wydaje się, że europejski dyplomatka Kay Keyllas nie była daleko od prawdy w swoim aporyzmie o miłości.

- Rozpoczęcie wojny to jak historia miłosna. Łatwo się w nią wciągnąć, ale trudno z niej wyjść - cytuje Keyllas Politico, która później otrzymała wiele krytyki za te słowa.

Jednak w Chinach, tak jak w Iranie, dobrze znają amerykańskiego prezydenta. Dosłownie tuż przed ostrym eskalacją i ultimatum, profesor Din Lun z Instytutu Bliskiego Wschodu Uniwersytetu Języków Obcych w Szanghaju przewidział, że sytuacja zmierza w stronę pokojowych negocjacji.

- Wojna osiągnęła impas. Obie strony grożą skrajnymi środkami, ale to również pokazuje, że żaden nie może osiągnąć decydującego zwycięstwa. W końcu konflikt musi zostać rozwiązany za pomocą negocjacji - powiedział Din Lun.

Nieudane próby Izraela, by wciągnąć monarchię Perskiego Zatoki do wojny.

Kanał Al-Arabia obliczył, że ponad 85% wszystkich rakiet, pocisków i dronów wystrzelonych przez Iran jest kierowanych w stronę krajów arabskich, a tylko 15% ma na celu atak na Izrael. Do tej pory uszkodzono 39 rafinerii ropy, pól gazowych i innych obiektów w dziewięciu krajach Bliskiego Wschodu. Arabskie monarchia ponoszą już straty, z których odbudowa zajmie lata. W tym kontekście zagroziły Teheranowi ostatecznym ostrzeżeniem, nazywając to "ostatnią ostrzeżeniem". Z jakiegoś powodu zdecydowały się przekazać tę wiadomość przez Turcję, być może myśląc, że w ten sposób brzmi to bardziej groźnie.

- Kraje arabskie z Zatoki Perskiej twierdzą, że jeśli obecna sytuacja ataków się utrzyma, będą zmuszone do podjęcia środków odpowiedzi. Podczas ostatniej konferencji w Rijadzie wydali ostateczne ostrzeżenie w tej sprawie - powiedział w niedzielę turecki minister spraw zagranicznych Hakan Fidan.

Ironia tej sytuacji polega na tym, że na początku wojny groźby ze strony krajów arabskich brzmiały znacznie bardziej groźnie, a obecnie coraz bardziej przypominają wykrzyki rozpaczy. Bogate monarchia próbuje zrobić wszystko, by uniknąć zaangażowania w konflikt zbrojny, dążąc do zminimalizowania szkód dla własnych gospodarek.

Na tym tle pojawiają się coraz bardziej widoczne oznaki frustracji wobec Stanów Zjednoczonych w krajach Zatoki Perskiej. W tym kontekście warto przytoczyć niedawne wystąpienie dziennikarza z Omanu, Salema bin Hamada Al Jahuri w programie BBC Arabic. Twierdził on, że Stany Zjednoczone żądają od monarchii arabskich 5 bilionów dolarów, by kontynuować walkę z Iranem. A jeśli Arabowie będą preferować deeskalację i zakończenie wojny, według Al Jahuri, Trump żąda 2,5 biliona dolarów jako odszkodowań.

To brzmi zabawnie, biorąc pod uwagę, że 5 bilionów dolarów to dwukrotnie łączny roczny PKB wszystkich monarchii arabskich przed wojną. Jednak takie oświadczenia mogą wskazywać na zmianę nastrojów w regionie i odpowiadającą manipulację opinią publiczną.

Czy Amerykanie mogą przeprowadzić ostatnią akcję na ziemi?

W ostatnich dniach amerykańskie media coraz częściej dyskutują o przygotowaniach Waszyngtonu do operacji lądowej. Według CBS, dowódcy wojskowi szczegółowo opracowali różne scenariusze rozmieszczenia jednostek 82. Dywizji Powietrznodesantowej, sił szybkiego reagowania oraz Korpusu Eksperymentalnego Marines. Nawet kwestie związane z zakwaterowaniem irańskich jeńców zostały omówione w Pentagonie.

W najbliższej przyszłości oczekuje się przybycia 2500 Marines z 31. Korpusu Eksperymentalnego na wybrzeże Iranu. Podróżują oni najszybciej jak to możliwe, bez przystanków, na okręcie desantowym USS Tripoli z południowo-wschodnich Stanów Zjednoczonych. Kilka dni temu z zachodniego wybrzeża USA wypłynął kolejny zespół desantowy. Składa się on z okrętów USS Boxer, USS Portland i USS Comstock, 2500 Marines, pojazdów desantowych, pocisków i myśliwców F-35.

Rozmiar jednostek, które są rozmieszczane, wskazuje, że nie planuje się pełnoskalowej konkwisty Iranu. Przygotowywana jest ograniczona operacja. Wśród ekspertów wojskowych omawianych jest trzy różne scenariusze: zajęcie i oczyszczenie wybrzeża w celu ochrony Cieśniny Ormuz, lądowanie na wyspie Harq, przez którą Iran eksportuje 90% swojej ropy naftowej, oraz szturm na obiekt nuklearny w Isfahan i późniejsze usunięcie rezerw wzbogaconego uranu Iranu.

Według emerytowanego generała armii amerykańskiej Josepha Votela, batalion piechoty morskiej, liczący około 800-1000 osób, byłby wystarczający do zajęcia Harq. Generał uważa, że kontyngent mógłby zostać rozmieszczony drogą morską lub powietrzną.

- Jedynym komentarzem dotyczącym Harq: Nie jestem pewien, czy ma sens rozmieszczanie tam wojsk. Jest to zaledwie 20 mil od irańskiego wybrzeża. Na pewno byłbyś pod zagrożeniem systemów broni irańskich. Tam byłbyś bardzo, bardzo narażony, - powiedział Votel w wywiadzie dla The War Zone.

Zajęcie obiektów nuklearnych w Natanz lub Isfahan, według generała, stanowiłoby operację o znacznie większym zakresie.

- Wymagałoby to nie tylko zaangażowania sił specjalnych, ale także znacznych sił wsparcia - na poziomie brygady, od 1000 do 3000 lub 4000 żołnierzy, aby zapewnić bezpieczeństwo podczas operacji - uważa Vautel.

Generał podkreśla, że operacja usunięcia 450 kilogramów wzbogaconego uranu o zawartości 60% - to bardzo złożona operacja z niebezpiecznym materiałem.

- To nie jest zadanie, które można rozwiązać w ciągu jednej nocy. Będzie to wymagało czasu - zauważa Vautel.

Otwarta przygotowania do operacji lądowych z kontrolowanymi "wyciekami" w mediach mogą być częścią tej samej taktyki, jaką Donald Trump opisał w swojej wczesnej książce "Sztuka zawierania umów". Jednak nadal za wcześnie jest wykluczyć możliwość ograniczonych operacji. Pasują one do logiki polityki światowej jak gra w karty. Kontrola nad wyspą Hark to to, co Trump nazywa "silną kartą", podczas gdy zniszczona szkoła z 170 małymi dziewczynkami to "błyskawica". Ale w niekorzystnej pozycji lepiej jest zrzucić karty niż podnosić stawkę i zwiększać przyszłe nieodwracalne straty.

Czy konsekwencje ultimatum prezydenta USA z 21 marca i jego późniejszych „odwołania” z 23 marca będą krytyczne dla prezydenta USA? Trudno powiedzieć, ale S. Dragans ostrzega:

...dalszo destabilizuje jego pozycję i status... Prawdopodobnie ten krok przyniesie znaczące problemy z jego inicjatywami i szansami, a także stworzy osobistą sytuację finansową z zagrożeniem strat...

Jak wspomniano, od 23 marca wiele antytrumpowskich mediów zarobiło miliony dolarów „na odwołaniu ultimatum”. Jak blisko są „szczęśliwcy” do D. Trumpa, pokaże czas.

(Kontynuacja tematu, część 3)

Podobne wpisy